Powiększ
Zoom photo

Marta Legierska

Year:
2017

Category:
Category I. Plastic arts, ornamentation, handicraft and folk crafts, music and dance folklore

Marta Legierska z Kadłubów to wierna strażniczka tradycji, zajmująca wśród koniakowskich koronkarek miejsce znaczące. Należy do tych heklowaczek, które budowały swój mistrzowski warsztat na bazie tradycji. Ilekroć odwiedzałam Martę Legierską, zawsze siedziała w kuchni przy oknie i heklowała, obok nóg miała mały stołeczek, na którym stało jej pudełeczko (kiśnićka). To cały warsztat pracy, w nim nici, okulary, motywy zdobnicze (kwiotki), które w nim układała, obok szydełka: niemieckie i belgijskie, jak sama mówi „z cieniutkim hoczkym, tymi mi szie robi nejlepi”. W pudełeczku swoje miejsce mają też różaniec i religijne rozważania. „Wsziecko, co wzocne musi być pod rynkóm” dodaje zawsze uśmiechnięta i radosna Pani Marta. W obraz ten przez szereg lat wpisuje się jeszcze jej mama Jadwiga, która była dla Marty niepodważalnym autorytetem. Była uznaną mistrzynią szydełka, co odzwierciedla przyznana jej nagroda Oskara Kolberga. Do ostatnich swoich dni, a zmarła mając 96 lat, szydełkowała tworząc ciągle nowe motywy zdobnicze. Dla Marty Legierskiej była to podstawowa baza i prawdziwa szkoła życia.

Marta, urodzona w 1936 roku w Koniakowie, była jednym z ośmiorga dzieci, z których czworo zmarło, ona pozostała jako jedyna córka, która opiekowała się swoją ukochaną mamą do ostatnich dni jej życia. Szczególnie opieka ta potrzebna była w okresie ciężkiej choroby. W zniesieniu tego cierpienia pomagali wszyscy domownicy, co Marta podkreśla zaznaczając, że to dowód dobrej rodziny, którą ma. Mieszkały razem w niewielkim drewnianym domu na Kadłubach, w którym znajdował się ozdobny kaflowy piec, stół, święty kąt z obrazami oraz piękne okno, przy którym zawsze obie koronkarki – matka i córka – szukały światła dla swoich zmęczonych oczu. Taki obraz tego domu pozostaje w moich oczach. „Najlepszy jest dzień, jak świeci słoneczko, wtedy trzeba heklować cały dzień, bo oczy się tak nie męczą.”

Przy szydełkowaniu Marta wiele razy wsłuchiwała się w historie, które opowiadała mama o przedwojennym skupie koronek przez panią Rothową oraz panią Halamową w Wiśle. Do Wisły z koronkami udawała się pieszo, bowiem bilet autobusowy z Koniakowa kosztował 1 zł 20 gr. A za te pieniądze mama mogła kupić dwa chleby i jeden metr kartonu (cieniutkiego materiału na sukienki). Z koronkami na sprzedaż udawała się także do Zameczku Prezydenta Ignacego Mościciego, gdzie panowie z Warszawy chętnie kupowali piękne, misterne koronki z cienkich nici. Zarobione pieniądze pozwalały kupić naftę (petrol), cukier, mąkę, nici do szydełkowania a także upragnione zimowe buty.

W wieku 10 lat Marta rozpoczęła swoją karierę koronkarki. Jej jedyną nauczycielką była mama, która nauczyła ją podstawowych technik wykonywania warkoczka, słupków, pompek, baniek. Natomiast motywy zdobnicze to już była kwestia własnej wyobraźni i osobowości,„ateraz spróbuj zrobic kwiotek, jak ci szie udo to może cosi z tebie będzie”usmiecha się po latach Marta Legierska z pouczeń swojej mamy. „Jak był kwiotek źle zrobióny, tóż trza go było pruć, innej możliwości nie było, ni mógł być sziury”. Nauka opanowania warsztatu koronkarki nie należała do łatwych. Powoli pod nadzorem mamy powstawały pierwsze pomysły motywu zdobniczego czyli kwiotka. „W kiśniczce u mamy było ich wiele, trzeba było się uczyć każdego, dziepro po tym jak dobrze zrobiło się kwiotki, to się robiło różićkym” –wspomina Marta.

Jadwiga Legierska związana była z założonym przez Marię Gwarkową oddziałem „Cepelii” w Koniakowie, do którego również należała jej córka. Szydełkowała dla „Cepelii” przez 32 lata. Wykonywała kołnierzyki, bieżniki, rękawiczki, bluzki, a ponadto, co miesiąc musiała powstać koronka z nowymi wymyślonymi wzorami. Te koronkarki, które potrafiły stworzyć wzory na bazie tradycji, otrzymywały dodatkowe wynagrodzenia. „Nagrody dostowały jyny te baby, kiere poradziły wymyślić cosi nowego i robiły to z cienkich nici”. Szczególnie trudno było wykonać całą normę w okresie lata, kiedy dłużej pracowano w polu. Wtedy trzeba było szydełkować nocami. Mama zgodnie ze wskazówkami „Cepelii” ciągle tworzyła nowe wzory: młynek, grajcar austriacki, wiatraczek, serca dziurkowate, okiynka. I tak powstawał elementarz koronki, którego nauczyła się Marta i przekazuje go dziś młodemu pokoleniu.

Moje spotkanie z kwiotkami Marty Legierskiej nastąpiło w 1981 roku kiedy powstał oddział Stowarzyszenia Twórców Ludowych z siedzibą w Bielsku-Białej. Rozpoczął się pierwszy w historii okres dokumentowania twórców beskidzkiej ziemi. Przystąpiono także do systematycznie organizowanych spotkań, wystaw, wymiany poglądów. To spowodowało, że nagle ujawniło się wielu twórców, nieznanych artystek, rzeźbiarzy, koronkarek, poetów, gawędziarzy, hafciarek. Spotkania odbywały się w Domu Leśnika w Istebnej. Od tego czasu Legierska systematycznie przyjeżdżała do Wisły, aby podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej prezentować swoje koronki i ich sposób wykonywania. Uczestniczyła w ważnych zjazdach twórców ludowych. Brała udział w organizowanych przez Regionalny Ośrodek Kultury w Bielsku-Białej konkursach na Koniakowską Koronkę i Beskidzki Haft krzyżykowy, otrzymując nagrody. W 1988 roku wzięła udział w plenerowym spotkaniu twórców ludowych z całej Polski, zorganizowanym przez Scenę Ludową w Augustowie.

Marta Legierska jest nadal czynna zawodowo, bierze udział w konkursach i wystawach. Służy radą i wiedzą młodym koronkarkom. Ciągle poszukuje inspiracji do tworzenia nowych wzorów. W koronkach Marty Legierskiej znajdziemy ważne dla niej motywy zdobnicze, które wykonywała jej mama. Kiedy Marta Legierska wykonuje starodawny młynek, to przestrzega, aby mocno nitkę przyciągać i ubijać, ponieważ bez tej czynności wychodzi krzywy (sziury). Najważniejszą czynnością, która cały czas towarzyszy szydełkowaniu jest liczenie: „Wsziecki wzory musi szie liczyć, bez liczynio żodyn nie wyndzie, nie wolno ani jednogo oczka stracic,ani jednego dodać, by nie wyndzie piekny kwiotek jyny sziury”dodaje z uśmiechem artystka.Elementem zdobniczym, dla Marty Legierskiej najważniejszym, są tzw. wrómbki z okienkami, które spotykamy w każdej jej koronce, mimo że pomysł przypisuje swojej sąsiadce Hance.Motywy zdobnicze, które pieczołowicie wykonuje i przechowuje w swoim pudełku koronkarki stanowią podstawę do tworzenia, układania i spinania dużych koronek. Jako jedna z nielicznych posiada talent do układania motywów w niepowtarzalne kompozycje.

Każda beskidzka mistrzyni tworząc koronkę poszukuje piękna. O urodzie koronki decydujesposób wykonania motywów zdobniczych i ich kompozycja. Motywy powinny być zawsze wykonane dokładnie, z cienkich nici. Każdy z elementów posiada własną nazwę i swój indywidualny sposób wykonywania, który wpisuje się w ludową stylistykę. Koronka koniakowska Marty Legierskiej w pełni odzwierciedla miejscowe bogactwo form. Przeszła ewolucję od czepcowej koronki w kształcie prostokąta do okrągłych różicziek i wyrobów, które dyktowała moda, a wraz z nią możliwość zbytu i zarobku. Były to koronki liturgiczne, koronkowe bieżniki, kołnierze, rękawiczki, wstawki do kredensu, czepki dla kelnerek, ekspedientek, suknie ślubne, bluzki. Życie ciągle wyznaczało jej nowe miejsce, a w wyobraźni powstawały pomysły na wykorzystanie tradycyjnego zdobnictwa do nowych zastosowań.

Dzień Marty Legierskiej ma od wielu lat ten sam podział. Poranna modlitwa, prace przy oporządzaniu bydła i trzody, o ile nie ma ważnej pracy w polu, to następuje osiem godzin szydełkowania z przerwą na przygotowanie obiadu. Po obiedzie chwila odpoczynku i znowu spotkanie z szydełkiem, wieczorem prace z żywym inwentarzem, po kolacji dłuższy czas na modlitwę. Odmawia każdego dnia trzy części różańca, modlitwy za zmarłych oraz za swoją rodzinę. Jej duchowy świat jest jednoznaczny, w nim ukształtowana na stałe hierarchia wartości, która w rodzinnym domu trwała od lat. W ciszy, z dala od zgiełku świata, codziennie siada w kuchni, przy oknie, w rękach ma cieniutką nić istarym heknadlym tworzy własny koronkowy świat piękna żywej tradycji. Zapytana o nagrody, dyplomy i inne dowody uznania skromnie odpowiedziała, że „najważniyszo je moja różićka, to je tyn nejwzocniyszi mój dyplóm. Jak się na nióm podziwocie i powiycie, że sie wóm podobo i że je piekno. To jo nejlepszo dlo mnie nagroda”.

 

Małgorzata Kiereś